sobota, 17 października 2015

Bałkany 2015 - Grecja na dwóch kołach - dzień 3

Dzień 3 - 29 sierpień 2015
Chorwacja - Bośnia i Hercegowina (402 km)

Obudziliśmy się zjedzeni przez komary. Były wszędzie. Bąble też były dosłownie wszędzie. Z samego rana przyszedł też jeden z gospodarzy. Zrobił nam kawę i zjedliśmy śniadanie w przemiłym towarzystwie rozmawiając o klubie, o naszej dalszej trasie i o Polsce. Zostaliśmy obdarowani naklejkami, naszywkami oraz broszkami. Naprawdę niesamowity klimat.



W dalszą drogę wyruszyliśmy przed 9 (co dla nas było prawdziwym sukcesem!!!). Bez przeszkód dojechaliśmy do granicy z Bośnią i Hercegowiną. Postanowiliśmy jechać przez środek tego kraju, przez piękne góry i rzeki aż do Mostaru.

Na granicy czekaliśmy koło godziny grzecznie w kolejce do momentu jak jakiś Chorwat nie powiedział nam, że motocykle to nie stoją w kolejce, tylko mamy jechać na sam przód od razu do bramki. No to pojechaliśmy. Samo przekraczanie granicy - zero problemów :)




Po przekroczeniu granicy zatrzymujemy się na chwilkę, żeby się napić i coś przekąsić i spotykamy pierwszego mieszkańca cieplejszych krajów :)


Później przejeżdżamy przez Bośnię i Hercegowinę pełni zachwytu. Jedziemy obok wijącej się błękitnej rzeki wśród skalistych szczytów niesamowitych gór. Zakręt za zakrętem. To było moje pierwsze w życiu spotkanie z górami na motocyklu który sama prowadzę. Troszkę się stresowałam, czy sobie poradzę? Jak będzie? Na szczęście trasa była bardzo malownicza, ale niezbyt ciężka. W każdym razie poradziłam sobie.





Wszystkim Bośnia i Hercegowina kojarzy się z wojną. Jakoś tak niezbyt chętnie ludzie jeżdżą przez ten kraj. Moim zdaniem bardzo dużo tracą, bo kraj jest pełen dziewiczej, malowniczej, przepięknej przyrody i cudownych widoków.








Wieczorem dojeżdżamy do miejscowości niedaleko Mostaru - Blagaj, gdzie znajdujemy najlepszy kemping z całej wyprawy. Ludzie przesympatyczni, bardzo ciepli i weseli. Na dzień dobry częstują nas lampką swojskiego wina oraz talerzem owoców (figi zielone, figi ciemne oraz melon). Siadamy nad rzeką i zamawiamy coś do jedzenia - okazuje się, że właśnie robią grilowaną rybkę z grilowanymi warzywami. Zamówiliśmy wraz z piwkiem/winkiem.

Oprócz tego, że pyszne jedzenie i przesympatyczni ludzie, to jeszcze w cenie mogliśmy pływać łódką i korzystać z wszelkich możliwych mediów. A zapłaciliśmy 15 euro za dwie osoby, namiot i dwa motocykle. 5 euro za rybkę i euro za piwo.<3










 W świetnych nastrojach poszliśmy spać, bo jutro czeka nas długa, ciężka i pełna pięknych widoków trasa...

Poniżej zamieszczam filmik/teledysk z dzisiejszego dnia z namiastką Bośni i Hercegowiny - na żywo robi jeszcze większe wrażenie...





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz